Chore jelita to nie koniec świata

Oczywistym jest, że lepiej być zdrowym niż chorym jednak choroba nie jest równoznaczna z utratą radości życia. Dolegliwości związane z nieswoistymi zapaleniami jelit są trudne do opisywania i najchętniej są skrywane za zasłoną milczenia, bo jak brzmi stwierdzenie: Mam chore jelita, albo mam chory odbyt? Co innego mieć chore serce!  Iluż to poetów pisało o złamanym, krwawiącym, bolącym sercu, ale czy któryś z nich napisał o krwawiących jelitach?, bieganiu do toalety?, albo czy napisał hymn ku pochwale pampersów? No właśnie… Mówić, a tym bardziej pisać o chorobach z grupy NZJ jest trudno, nie wspomnę już o życiu z nimi. Jednak nie można demonizować! Na pocieszenie powiem, że 13 lat temu zdiagnozowano u mnie wrzodziejące zapalenie jelita grubego, a 5 lat temu zmieniono rozpoznanie na zespół Leśniewskiego – Crohna. Choroba ta w moim przypadku wiąże się z długotrwałymi krwawieniami z jelit, biegunkami i bólem brzucha, co skutkuje ogólnym osłabieniem i dużym dyskomfortem, jednak mimo tego realizuje liczne swoje pasję. Postaram się opowiedzieć, jak próbuję pogodzić chorobę i zainteresowania.

Kocham góry i uwielbiam szlaki po polskich Tatrach. Krótko po zdiagnozowaniu choroby  zwyczajnie bałem się wrócić na górskie ścieżki. Wiadomym jest, że na szlakach górskich nie ma toalet, a ja często mam problem z krwawiącymi jelitami i zalegającą w nich krwią….  Co z tym zrobić? Po pierwsze unikałem wszelkich potraw wytwarzających duże ilości gazów, a po drugie korzystałem a’la pampoersów, jako awaryjnego rozwiązania.   Nie rozwiązywało to całkowicie problemu, ale umożliwiało dotarcie np. do schroniska gdzie już istnieje jakieś zaplecze, a widoki z górskich szlaków rekompensują wszelki trud.

Następna wyprawa była spełnieniem marzenia o żeglowaniu po bezkresach mórz. Na przymiarkę wybrałem sylwestrowy rejs po Adriatyku, gdzie trasa wiodła wzdłuż chorwackiego wybrzeża z Zadaru do Trogiru. Eksperyment wypadł pomyślnie, bez choroby morskiej i bez zaostrzeń CU, co zachęciło mnie do planowania udziału w dalszych rejsach. Nie czekając zbyt długo, już w następnym roku zaciągnąłem się na miesięczny rejs po szerokich wodach Morza Północnego.

Poczynając od norweskiego Bergen, poprzez Orkady, malowniczą wysepkę Fair Isle, Szetlandy, szkocki Invvernes dotarliśmy do Wysp Owczych. Rejs marzenie! Widoki fantastyczne! Pogoda… różna, od całkowitej ciszy po sztorm przekraczający 8 w skali Beauforta! Zdrowie, cóż… Jeśli chodzi o Wyspy Owcze mógłbym napisać przewodnik: Szlakiem Farerskich toalet! Odwiedziłem chyba wszystkie, ale jakoś przeżyłem i nawet przywiozłem kilka zdjęć J

Inną moją fascynacją są wulkany. Od lat moim marzeniem było stanięcie na krawędzi krateru i możliwość zobaczenia wrzącej lawy. Droga do spełnienia nie była prosta. W poszukiwaniu wulkanicznych szczytów trafiłem na tanzańskie Kilimandżaro wznoszące się na wysokość 5860mn.p.m., które niestety zamiast zionąć ognistą lawą jest pokryte lodową czapą. Szukałem dalej, by w końcu trafić w  Etiopii do Kotliny Danakilskiej, która jest oficjalnie uznawana jako najcieplejsze miejsce na ziemi – średnia roczna temperatura wynosi 36 stopni C, a w okresie ciepłym temperatury nie spadają poniżej 50 stopniC! Danakil jest regionem niezwykłym z jeszcze innych powodów, po pierwsze jako najniżej położony fragment Wielkiego Rowu Afrykańskiego – już dziś największe depresje sięgają nawet 132m p.p.m.- najwcześniej odpadnie od kontynentu. Po drugie, i co dla mnie najważniejsze, to wznoszący się na wysokość 960m n.p.m. wulkan Erta Ale ze stałym elipsoidalnym oczkiem wrzącej lawy. Od 1967 r w kraterze o kształcie elipsy o wymiarach 100x40m na stałym poziomie utrzymuje się wrząca lawa. Możliwość stanięcia na krawędzi była dla mnie tak wielkim przeżyciem, iż schodząc martwiłem się, po co będę miał dalej żyć, skoro już zobaczyłem takie cuda!

Choroba przygnębia, upokarza, ograbia z sił i w znaczny sposób ogranicza. Jednak to, czy jako chory będę siedział w domu i rozpaczając, rwał włosy z głowy, czy mimo wszystko realizował swoje pasje, zależy ode mnie. Zawsze moje plany są pod znakiem zapytania: czy nie przyplącze się poważne zaostrzenie? Jednak planuję i większość rzeczy udaje się zrealizować. Ukończyłem dwustopniowy kurs na pilota paralotni – mój rekord to 3,5 godziny w powietrzu momentami jakieś 1800 m nad włoskimi Dolomitami, byłem członkiem
7-osobowej załogi, która dopłynęła z Norwegii na Arktykę, a także uczestniczyłem w tygodniowej wyprawie motocyklowej do Holandii…

 

Piszę o tym by pokazać, że mimo choroby można cieszyć się życiem! Istotnie, ilość przyjmowanych leków, sytuacje, w których nie zdążyłem do toalety, nie najlepsza kondycja fizyczna- to wszystko upokarza mnie, ale to co udało mi się zobaczyć, osiągnąć, czego doświadczyłem i nadzieja na nowe, dodaje skrzydeł. Chore jelita to nie koniec świata.

 

Janusz

0 komentarze

Zostaw komentarz

Chcesz dołączyć do dyskusji?
Zostaw swój komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *