Ja i mój współlokator Crohn

Od zawsze wiedziałam że jestem inna. Inna od rówieśników, od rodziny, od przyjaciółki. Miałam swój sposób postrzegania świata. Byłam ogromnym wrażliwcem zamkniętym szczelnie w swoim świecie. Przekładało się to również na moje funkcjonowanie fizyczne. Towarzyszyło mi ciągłe zmęczenie, senność i wieczna „przyjaciółka” anemia.

Pierwszy pobyt w szpitalnych ścianach zaliczyłam w wieku 6lat. Tam miałam zrobioną pierwsza z ośmiu gastroskopii. Każda potwierdzała zapalenie błony śluzowej żołądka. Miałam wiele długich lat pozornego spokoju przeplatanych z wizytami w WC. Cale Życie słuchałam komentarzy :” ty to masz dobrą przemianę materii”, ” figura modelki tylko pozazdrościć”. Przełomowy moment nastąpił na drugim roku studiów. Pierwsza utrata przytomności i ogromny ból brzucha. Kolejne badania i diagnoza :”Pani się za bardzo stresuje”. Po lekach rozkurczowych odczułam dużą ulgę, ale nie na długo. Kilka miesięcy później znowu pojawił się silny ból. Znowu usłyszałam że mam się nie stresować a  20wizyt dziennie w WC to efekt jedzenia nabiału. Znałam rozkład wszystkich toalet w mieście. W torebce zamiast kosmetyków nosiłam leki rozkurczowe i Stoperan. Po czterech latach ciszy zaszłam w ciążę. Nie był to piękny i lekki czas. Mocno  odbiegał od uśmiechniętych pięknych Pań na okładkach gazet. Większość tych miesięcy spędziłam w szpitalu. Wyniki były słabe. Poród trwał bardzo długo. Urodziłam zdrową córkę. Półtora roku sielanki. Karmienie piersią.  Postanowiłam wrócić do pracy. Byłam instruktorka gimnastyki i masażystka, co wymagało ode mnie dużych pokładów energii. Po dwóch tygodniach mój brzuch znowu pokazał mi na co go stać. Leżałam skulona i zaciskałam pięści z bólu..Postanowiłam iść do lekarza internisty po skierowanie na badania. Świetnie trafiłam bo Pani Dr bardzo poważnie podeszła do tematu. Skierowała mnie na kolonoskopie.  Nie byłam zachwycona ale ból był tak silny że postanowiłam  zrobić to krępujące badanie.  Kilka tygodni później nadszedł ten trudny i przełomowy dzień. Po badaniu przyszedł do mnie lekarz, początkowo nie rozumiałam dlaczego ma taki smutny wyraz twarzy i patrzy na mnie z politowaniem. Wtedy pierwszy raz w życiu usłyszałam magiczne słowo „Crohn”. Zrobiłam to co każdy statystyczny Polak… Wpisałam hasło w przeglądarkę internetową… I zamarłam…. Pomyślałam, że lekarz się pomylił bo nigdy nie miałam połowy z tych objawów. Miałam czekać trzy tygodnie na wyniki histopatologii. To były najdłuższe trzy tygodnie  w moim życiu. I trzy ostatnie w nieświadomości. Cała duża kartka była zapisana terminami medycznymi ale ewidentnie było widać że jest źle. Zimny prysznic. Milion myśli na minutę. Świadomość „jeszcze nikt z tego nie wyszedł”. Nie ma to jak dostać mocny prezent na 30 urodziny .Umówiłam się na wizytę do jednego z najlepszych lekarzy. Cała rozmowa przebiegała spokojnie a ja pełna nadziei  i recept wróciłam do domu. Po dwóch dniach zaczęło się dziać coś złego… Zasnęłam na 15godzin…miałam problem żeby wstać z łóżka… Czułam się jak pijana… W łazience całkowicie straciłam przytomność. Ocknęłam się na łóżku widząc stojącego nade mną męża rozmawiającego z dyspozytorka pogotowia. Zostałam zawieziona do szpitala… Spędziłam tam 7godzin… Miałam robione badania ale niczego nie wiedziałam… Trafiłam na oddział gastrologiczny. Na miejscu dowiedziałam się że będę tam co najmniej dwa tygodnie… Świadomość rozłąki z dzieckiem rozłożyła mnie na łopatki. Pierwsze trzy doby pamiętam jak przez mgłę… Mnóstwo kroplówek, pytań, zamieszanie. Poniedziałkowy obchód, kilku lekarzy obok mnie i informacja że mam guza zapalnego którego trzeba wyciąć… Łzy leciały same… Lekarz zlecił podanie leków i powiedział ” dostaniesz zaraz koktajl mołotowa,  jak dasz radę to będzie prawdziwy cud”.  Leżałam i patrzyłam na kropelki lecące  prosto w moje żyły..Zaczęłam się modlić. Leki pomogły a moje Crp spadło. Sytuacja była na Tyle opanowana żebym po długich 17dniach bez jedzenia i picia wyszła do domu. Początkowo czułam się szczęśliwa bo zobaczyłam córkę i spałam w swoim łóżku, ale bardzo źle znosiłam świadomość powrotu na operacje. Według zaleceń lekarzy zaczęłam brać sterydy. Organizm dał radę tylko cztery tygodnie. Znowu zaczęłam opadać z sił. Już wtedy wiedziałam że nie doczekam terminu operacji.. 26kwietnia trafiłam na chirurgie. I poznałam prawdziwe życie. Ważyłam 40 kg przy wzroście 177. Wyglądałam i czułam się jak anorektyczka. Proste czynności sprawiały mi ból. Tydzień leżałam podłączona do kroplówek…dzień przed operacją dowiedziałam się, że będę miała wyłonioną stomię . To był najgorszy dzień w moim życiu. Milion razy zadawałam sobie pytanie dlaczego akurat ja?!?

Dostałam ogromne wsparcie od lekarzy, pielęgniarek, i osób które najlepiej rozumieją cierpienie czyli od innych pacjentów. Dzień operacji 4maja- moje imieniny. Podwójna impreza! Odwaga przyszła sama. Bez leków na uspokojenie. Położyłam się na stole operacyjnym i życzyłam powodzenia mojemu lekarzowi. Ten moment był bezcenny! Obudziłam się kilka godzin po operacji. Obolała ale na silnym działaniu morfiny. Nie miałam odwagi spojrzeć na brzuch. Aż przyszedł lekarz i powiedział, że nie mam stomii. Pamiętam tylko tyle, że

popłynęły  mi łzy. Łzy szczęścia. Wróciłam na swoja sale. Mój lekarz prowadzący powiedział, że muszę się zagoić bo jest ryzyko reoperacji. I znowu stres ale  i motywacja do walki. Po dwóch dobach stanęłam na nogi. Czułam się jak po zderzeniu ze ścianą. Bolało mnie wszystko. Milion telefonów, SMSów , odwiedzin… Łzy radości. Mimo ogromnego szczęścia miałam już dosyć tego miejsca. Był piękny ciepły Maj a ja byłam zamknięta w szpitalnych murach. W piątej dobie leżałam w pampersie a świadomość, że ogląda to mój mąż była paraliżująca.  Mimo wszystko nie dałam za wygrana i wyszłam w siódmej dobie.. Tego dnia odżyłam. Dotarło do mnie, że to była bardzo droga i przydatna lekcja życia.   Za drzwiami szpitala zostawiłam swoje stare życie i wyszłam już jako nowy człowiek. Mimo strachu, bólu i bezsilności mogę śmiało powiedzieć że jestem szczęśliwa właśnie dzięki chorobie. Otworzyła mi oczy na to co ważne. Dziś wyglądam jak okaz zdrowia i ważę 22 kg więcej ! Z zamkniętej w sobie osoby stałam się największą optymistka z ogromnymi pokładami energii. Minęło 15 miesięcy a ja zrobiłam przez ten czas więcej rzeczy niż prze z ostatnie 10lat…to wszystko zasługa fantastycznych ludzi, którzy są już częścią mojego życia. Oczywiście są gorsze dni ale takie miewają także zdrowi ludzie. Nic co nas spotyka nie jest przypadkiem. A szczęściu trzeba pomagać!

 

„urodziłam się w bólach na nowo i ujrzałam że życie i ja jest cudem”. – MAGS B.

 

I gdybym miała zdradzić sekret swojego pozytywnego podejścia to jest bardzo prosty- szczęścia trzeba się uczyć. Wypracować je w sobie. Bo w tedy kiedy jesteśmy najsłabsi nie mamy innego wyjścia jak walczyć o siebie. Ogromną rolę odgrywają bliscy, w nich cała nadzieja. Ja miałam to szczęście, że mnie wspierali ile tylko mogli. I choć wiele osób ma problem z „nowa” Moniką i jej sposobem postrzegania świata, ja muszę stwierdzić, że jest z niej super twarda babka o wielkim sercu i chęci do życia.

 

0 komentarze

Zostaw komentarz

Chcesz dołączyć do dyskusji?
Zostaw swój komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *